czwartek, 18 lipca 2013

ROZDZIAŁ 21

Minęło kilka dni, dzisiaj miały odbyć się mecze ćwierćfinałowe.. Kobieca reprezentacja Polski wszyła z grupy i dziś ma zagrać mecz z Portugalią, natomiast Niemcy w ćwierćfinale trafili na Rosję. Praktycznie nie było się o co martwić. Rano to akurat Marco chciał zrobić niespodziankę Milenie i ją odwiedzić. Była ósma, zazwyczaj dziewczyna jeszcze spokojnie leniuchowała w ciepłym łóżeczku. Tym razem obudził ją głośny dzwonek do jej mieszkania. Powolnie wyczołgała się z łóżka i założyła na swoją ukochaną piżamkę niebieski szlafrok, założyła papucie i poprawiła zmasakrowany kok.
Otworzyła drzwi i zobaczyła w nich uśmiechniętego i opartego o framugę drzwi Marco. Myślała że oczy mu zaraz wydrapie..


Milena: Co ty mi tu robisz!? -powiedziała zaspana
Marco: Już ósma, więc powinnaś być już dawno na nogach. -stwierdził
Milena: Ale ja tu taka nieogarnięta i zaspana, a ty mi tu dzwonisz! Mógłbyś się wstrzymać jakieś dwie godzinki najmniej.. -weszła z powrotem do mieszkania
Marco: Jak dla mnie wyglądasz tak idealnie i naturalnie śpiochu. -powiedział wchodząc do mieszkania
Milena: Nie wciskaj mi kiczu z samego rana, sama wiem lepiej! -odpowiedziała stając przed lustrem
Marco: Nie wciskam! Jesteś piękna. -powiedział łapiąc ją z tyłu w talii
Milena: Piękna i gruba. -westchnęła
Marco: Ja znam taki jeden sposób na szybkie zrzucenie kalorii, ale są potrzebne dwie osoby i łóżko, ewentualnie jakiś stół. -zaśmiał się
Milena: To ja może poeksperymentuję z dietami, bo jak na razie ta metoda mi nie przypadła do gusty panie Reus dietetyku. -zażartowała
Marco: Ale wiesz.. Zawsze jestem do usług.
Milena: Zauważyłam. -pocałowała go w policzek
Marco: A mam do ciebie też taką jedną malutką sprawę.. -wyjaśnił
Milena: Tak myślałam że nie po seks tu przychodzisz! -uśmiechnęła się
Marco: Ja przeciwko tego nie jestem żebyśmy razem.. Ale dzisiaj idziesz ze mną na obiad do moich rodziców.. Zostałaś zaproszona jako moja osoba towarzysząca. -odpowiedział
Milena: Osoba towarzysząca? Na pewno nie myślą że jestem twoją partnerką? -zapytała
Marco: Nie. A chciałabyś? -usiadł na fotelu i usadził ją zaraz na swoich kolanach
Milena: Kocham Leo i nic tego nie zmieni. -westchnęła
Marco: A co byś zrobiła gdyby cię zdradził z jakąś inną?
Milena: A co zdradza mnie!? -przestraszyła się
Marco: Nie no, chyba nie. -odpowiedział
Milena: No to bym stąd wyjechała bardzo daleko i chciałabym o nim zapomnieć. -wytłumaczyła
Marco: A nie chciałabyś być ze mną? -zapytał


Na to pytanie nie uzyskał odpowiedzi, dziewczyna nie miała pojęcia co odpowiedzieć. Jeszcze niedawno chciała żeby byli najlepszymi przyjaciółmi, dzisiaj sprawa potoczyła się za daleko. Teraz nie mogła bez niego funkcjonować, potrzebowała jego bliskości, jego wygłupów i tego że ją bezgranicznie kochał. Wiedziała że chłopak jest na każde zawołanie.
On natomiast czuł że Milena tego chce, ale nie może ze względu na Leo. Gdyby nie Bittencourt oni już dawno byliby razem i na pewno Reus by zadbał o ślub i dzieci. Jednak czasem musiał zastopować swoje zapędy, bo dziewczyna nigdy mu by tego nie wybaczyła.
Chwilę tak posiedziała mu na kolanach i dalej nie wiedziała co powiedzieć. Przybliżyła się do niego i zetknęły się ich nosy, nie czekając na nic Milena sama zaczęła go całować. Palce splotła w jego blond włosach, a on mocno złapał ją w talii. Po chwili przestała i wstała z jego kolan łapiąc się za głowę.


Milena: Boże.. Jaka ja jestem głupia! Co ja zrobiłam!?
Marco: Nic się nie stało! Wszystko da się sensownie wytłumaczyć. -westchnął
Milena: Tego się nie da wytłumaczyć! Rozumiesz!? -powiedziała zła
Marco: Rozumiem. Wszystko będzie dobrze, Leo się nie dowie! -spojrzał jej w oczy
Milena: No jeszcze czego! -krzyknęła
Marco: Milenka.. Uspokój się.. Przyjadę dzisiaj po ciebie przed obiadem i zapomnimy o tym co się przed chwilą wydarzyło. -odpowiedział
Milena: Ale ja nie potrafię zapomnieć, bo cię kocham. -przytuliła go
Marco: Też cię kocham. Leonardo niczego się nie dowie. -odwzajemnił uścisk



******



Tymczasem Justyna i jej koleżanki z drużyny wyszły na poranny trening przed wieczornym meczem. Wszystkie były w formie, a co najważniejsze w humorze. Akurat Justyna miała ochotę na wygłupy i razem z inną dziewczyną wzięły kamerę i zaczęły chodzić po boisku i nagrywać rozciągające się dziewczyny i niedaleko trenujących chłopców z Niemiec. 


Julia: A może przeprowadzimy jakiś wywiad z niemieckim przystojniakiem? -zaproponowała
Justyna: Ok! To do kogo idziemy? -zapytała
Julia: To może do Goetze i Gundogan?
Justyna: Idziemy! -uśmiechnęła się


Dziewczyny pewnie weszły na połowę, gdzie trenowali niemieccy piłkarze. Justyna poszła z kamerą do Mario, natomiast Julia ucięła sobie pogawędkę z Ilkay'em.


Justyna: Hej Mario!
Mario: Cześć Justynka. -uśmiechnął się
Justyna: Powiesz coś do naszej genialnej kamery dla Polaków? -zapytała
Mario: Więc.. Pozdrawiam Polaków i oświadczam że dziewczyna która operuje teraz kamerą jest najzabawniejszą i najładniejszą dziewczyną z jaką kiedykolwiek mógłbym rozmawiać. -odpowiedział
Justyna: Hahahaha! Zabawny jesteś.. Jeszcze to obgadamy! -zażartowała
Mario: Trzymam cię za słowo krejzolko! -zaśmiał się
Justyna: Pan Goetze tak sobie żartował oczywiście... -stwierdziła
Mario: Mówiłem poważnie! -krzyknął


Kiedy dziewczyna razem z Julią wracały od chłopaków, Justyna zauważyła Mo całującego się z Lisą. Uśmiech natychmiast zszedł jej z ust. Była świadoma tego że nigdy nie będzie z Moritzem, a ich znajomość to był zwyczajnie krótki romans. W takiej chwili wolała wrócić do Polski, do swoich męczących rodziców.



******



Po południu Marco zabrał ze sobą Milenę na obiad do swoich rodziców. Zawsze w jego rodzinnym domu panowała ta atmosfera, której zazwyczaj jej brakowało. Wychowała się razem z nim jakby była jego młodszą siostrą. Mama Marco i jej były bliskimi przyjaciółkami, zawsze jedna drugiej pomogła. Nic dziwnego że dziewczyna była mile widziana u rodziców Marco.
Na korytarzu było dużo zdjęć z dzieciństwa Marco, Mileny i Friedrich'a.


Milena: To zdjęcie jest zabawne! -wskazała
Marco: Tak! Miałem rowerek z napędem na cztery koła. -zaśmiał się
Milena: I to różowy! -uśmiechnęła się
Marco: Po starszej siostrze!
Milena: Taaa. Taki kit to ja tobie, a nie ty mi! -poklepała go po plecach
Mike: Ciocia Milena! -przybiegł mały siostrzeniec Marco
Milena: O! Mike! Jak ty wyrosłeś.. -wzięła chłopca na ręce
Mike: Bede taki duzi jak tata, ajbo wujcio Marco. -pochwalił się
Milena: No na pewno! A jak tam mama? -zapytała
Mike: Mama jeśt w kuchni i ceka na was. -odpowiedział
Marco: To idziemy? -zapytał
Milena: Jasne.. -uśmiechnęła się
Marco: No to super. -położył rękę na jej biodrze


Obiad im minął bardzo miło, tak rodzinnie... Zaraz po nich przyszedł czas na deser, czyli specjał mamy Reus sernik. Mały Mike nie lubił żadnych ciast, więc cały czas biegał po kuchni, jednak kiedy się zmęczył usiadł na kolana do Mileny.


Milena: A ty maluszku nie lubisz sernika babci? -zapytała dziecko
Mike: Nie, bo blee! -skrzywił się
Milena: A może jednak byś spróbował? Jak ci nie będzie smakował to wujek Marco zabierze cię na lody i tam wybierzesz sobie jakie chcesz. -uśmiechnęła się
Mike: A jak bedzie śmakować!? -zapytał
Milena: To pójdę razem z wami. -zaśmiała się
Mike: Do dobja! Aje jobie to wsystko dja ciebie. -zjadł mały kawałeczek
Milena: I jak?
Mike: Moze byc.. A tejaz wujek zabieze nas ja jody! -przytulił Milenę
Marco: Dajcie mi zjeść czubki! -zażartował
Milena: Jedz, jedz...


Kilka minut później Milena pomogła mamie i starszej siostrze Marco zmywać naczynia po obiedzie, w międzyczasie mały Mike bawił się misiem.
Natomiast Marco i jego ojciec poszli do pokoju obok, bo musieli przejść poważną rozmowę.


Ojciec: I co..?
Marco: Ale co? -zdziwił się
Ojciec: Kiedy przedstawisz nam Milenę jako swoją dziewczynę? -zapytał
Marco: Ale my jesteśmy tylko przyjaciółmi.. Nic więcej. -tłumaczył
Ojciec: No chyba sobie ze mnie kpisz! Nie widzisz co ona do ciebie czuje, a ty do niej? -zakpił sobie
Marco: Tato.. To nie jest łatwe, ona kocha Leo. -odpowiedział
Ojciec: To pora ją odbić! Musisz coś zrobić. Tak się grzebiesz jak ja do związku z twoją matką.. -westchnął
Marco: Czekaj.. Czekaj.. Przecież wy Margaret mieliście przed ślubem.. -skojarzył fakty
Ojciec: Nie żeby coś, ale ja bym skorzystał.. Póki go nie ma. -poradził
Marco: Jakiego ja mam genialnego tatuśka... -zaśmiał się

______________________________________________________________________

Marco będzie kombinował, tak jak Mario i Mo.. Ale wszystko ma swoje konsekwencje.. :D
Dziękuję za życzenia urodzinowe ;* 

wtorek, 16 lipca 2013

ROZDZIAŁ 20

Po południu przyszła Milena, byli umówieni na wspólny seans w kinie. Marco dalej miał nadzieje że dziewczyna będzie chciała być z nim i jakoś się rozejdzie z Leo. To było niestety bardzo wątpliwe, ponieważ żadne z nich nie miało ochoty ze sobą zrywać. Jednakże z dnia na dzień przyjaźń Marco z Mileną zmieniała się w coś więcej.
Chłopak poszedł na górę po jakąś bluzę, bo było zimno na dworze. Milena czekała niecierpliwie w przedpokoju i zaczęła się po nim rozglądać, zauważyła list, bodajże od fanki. Wzięła go do ręki i zaczęła czytać. Łzy same naciekały jej do oczu.. To co napisała ta fanka było niemiłe wobec jej. Zaczęła naprawdę bardzo płakać, mało nie schowałaby się pod ziemię.. Zrozumiała jak bardzo kiedyś skrzywdziła Marco.


Marco: Milena? Czemu płaczesz? -zapytał wchodząc do salonu
Milena: Przepraszam cię Marco.. Za bardzo cię zraniłam, nie chcę tego więcej. -odpowiedziała wychodząc
Marco: Głupia jesteś? Nie dam ci tak po prostu odejść. -złapał ją za nadgarstek
Milena: Ja tylko cię ranię. -powiedziała wycierając kolejną łzę
Marco: Nie ranisz tylko od nieszczęścia ratujesz. -westchnął
Milena: Nie mów tak.
Marco: Idziemy do tego kina czy zapłaczesz się na śmierć? -zapytał
Milena: Zapłaczę się na śmierć. -zaczęła dalej płakać
Marco: Jak chcesz, ale do kina i tak ze mną pójdziesz. -stwierdził i wziął ją na swoje barki
Milena: Reus! Postaw mnie na ziemi! -krzyczała
Marco: Nie, pod warunkiem że zapomnisz o tym liście i przestaniesz się obwiniać!
Milena: Nie przestanę. -powiedziała stanowczo
Marco: No to cię nie postawię. -odpowiedział
Milena: Głupia Lama! -warknęła pod nosem
Marco: A to za Lamę! -klepnął ją w tyłek
Milena: Zboczeniec!


Kiedy już dotarli do kina, Milena dalej płakała jednak próbowała to ukryć. Marco był wściekły sam na siebie, bo przez swoją nieuwagę dziewczyna niemalże się załamała po przeczytaniu listu, mógł go schować w jakieś dogodne miejsce.. Na przykład kosz...? Poszli na jakiś horror. Dziewczyna po seansie zaczęła jeszcze bardziej płakać i trząść się ze strachu. Reus już powoli odchodził od zmysłów, chciał jej pomóc ale nie wiedział jak. Kiedy pojechali do domu zbierało się na burzę. Niestety Milena Kirchner bardzo bała się burzy.


Milena: Marco? -zapytała zaczytanego chłopaka w lekturze
Marco: Co jest słońce? -spojrzał na przestraszoną dziewczynę
Milena: Boję się.. Możesz mnie przytulić? -uśmiechnęła się nieśmiało
Marco: Jasne, chodź na kolanka. -powiedział zadowolony
Milena: Bo ja się strasznie boję burzy. -stwierdziła przytulając się do Marco
Marco: Taka duża dziewczyna a burzy się boi? -zdziwił się
Milena: No można tak powiedzieć.. -westchnęła
Marco: Nie bój się nic ci przy mnie nie grozi. -pocałował ją w policzek
Milena: Dziękuję że jesteś taki wyrozumiały. -uśmiechnęła się
Marco: No w końcu zależy mi na tobie. -zaśmiał się
Milena: O matko! Widziałeś jak się błysnęło? -wtuliła się w niego
Marco: O kurczaki.. Światło nam wyłączyli! -krzyknął
Milena: Weź coś zrób! Boję się! -zaczęła panikować
Marco: To weź zejdź z moich kolan! -wyjaśnił
Milena: Nie, bo burza! -odpowiedziała
Marco: Milenka! Zejdź proszę. -poprosił
Milena: Nie!
Marco: No dobra sama tego chciałaś.. -wsunął swoją rękę pod jej bluzkę
Milena: Przestań! Nie wygłupiaj się! -złapała go za rękę
Marco: To zejdziesz? -zapytał
Milena: Ok. Niech ci będzie. -wstała



******



Tymczasem chłopcy i dziewczyny zeszli na wspólną kolację. Justyna poznała dużo swoich nowych koleżanek z reprezentacji. Zauważyła też Moritza, który rozmawiał z Mario Goetze, jej znajomym z imprezy na której to całował się z Mileną i razem pili alkohol.


Justyna: Hej Mo! -uśmiechnęła się
Moritz: Cześć Justynko. -pocałował ją w policzek
Mario: Ja ciebie chyba nie kojarzę. -stwierdził
Justyna: Poznaliśmy się na imprezie u mnie i koleżanki. Marco cię wtedy wziął ze sobą. -odpowiedziała
Mario: A tak pamiętam... Milena? -zaczął zgadywać
Justyna: Nie ja jestem Justyna.. Milena to moja przyjaciółka. -westchnęła
Mario: A tak! Tańczyłem z tobą.. I z chęcią zatańczę kolejny raz. -zaśmiał się
Justyna: Gdzie grasz, bo wyleciało mi z głowy..? -zapytała
Mario: W Bayernie Monachium, kiedyś byłem w Borussii ale się przetransferowałem. -wytłumaczył
Moritz: To ja was opuszczę, bo Lisa dzwoni.
Mario: A ty dla Mo kim jesteś? -zapytał
Justyna: Nie wiem.. Wydawało mi się że kimś naprawdę ważnym.. -westchnęła
Mario: Aha.. Rozumiem. A może usiądziesz obok mnie dzisiaj na kolacji, byłbym zachwycony twoją obecnością. -zaproponował
Justyna: Z chęcią! -uśmiechnęła się


Dziewczyna niepewnie, ale szybko zdobyła jego zaufanie, tak jak on jej. Miło sobie gawędzili, jakby Mario to była Milena z którą zawsze znalazł się jakiś temat do obgadania. Goetze zapodawał jakieś głupie suchary, albo fajnie coś potrafił skomentować.


Mario: Kiedyś to poszedłeś na łąkę i urwałeś sobie trochę szczawiu i go zjadłeś, się najadłeś a dzisiaj jakieś ślimaki jedzą.. Blee! -spojrzał na stolik naprzeciwko
Justyna: Może dlatego że to są Francuzi? -zapytała
Mario: Ale to ich nie zwalnia z normalnego jedzenia. -tłumaczył
Justyna: Ehh.. Zawsze coś. -zaśmiała się
Mario: Fajnie mi się z tobą rozmawia.. Tak na luzie. Z moją byłą się tak nie dało. -westchnął
Justyna: Czemu? -zapytała
Mario: Ann leciała tylko na forsę.. Ładna była, ale się znudziła.
Justyna: Aha. Wiesz jesteś naprawdę przystojny i zapewne bardzo dobrze grasz skoro grasz w Monachium. Nie wiem co jej się nie podobało. -westchnęła
Mario: Naprawdę ci się podobam? -zapytał
Justyna: Jakbyś chciał pogadać to wpadnij do 22 mam tam pokój. -uśmiechnęła się


_______________________________________________________________


Mario i Justyna planuję coś tu namieszać, tak samo u Mileny i Marco :D
Miał być dłuższy, ale wczoraj nie było prądu to teraz piszę w pośpiechu. Jeszcze dziś postaram się dodać rozdział na tamtego bloga :)
Pozdrawiam.  

sobota, 13 lipca 2013

ROZDZIAŁ 19

We trójkę dotarli na lotnisko gdzie czekali Dortmundczycy, wszyscy mieli się już spotkać w Brazylii. Jednak chłopcy z BvB zawsze na ostatnią chwilę, chcieli mieć wejście.  Zakochany Marco postanowił miło spędzić z Mileną ten miesiąc, tak samo ona zamierzała nie odchodzić od niego na krok. Chłopak wiedział że na kruchym lodzie stoi, że Leo kocha Milenę i nie da jej od tak odejść dla niego. Marco poszedł pożegnać się z chłopakami, dziewczyna natomiast poszła do Leo.


Milena: I przywieźcie mi złoto! -uśmiechnęła się
Leo: Dla ciebie zawsze kochanie. -odpowiedział
Milena: I się nie poddawać! Walczyć do końca! -wspomniała
Leo: Będziemy walczyć, a ty pilnuj tego Marco żeby głupoty znów nie zrobił przez tą dziewczynę. -przytulił ją
Milena: Nie zrobi. Kocham cię. -pocałowała go w policzek
Leo: Ja ciebie też.


Justyna już wcześniej wyleciała, Moritz nie miał się praktycznie z kim żegnać, bo Lisa nie lubiła pożegnań, poza tym powiedziała że przyjedzie na ostatni mecz w grupie.


Moritz: No Marco.. Założę się że masz już plany na dziś. -zaśmiał się
Marco: Oj tak.. To będzie najwspanialszy miesiąc w moim życiu. -westchnął
Moritz: Ehh.. Ty! I nie rób głupot, bo przyjdę do ciebie z ciężką artylerią.. -zażartował
Marco: Ty i reszta dziewczyn z drużyny? -zapytał
Moritz: Tak.
Milena: Marco? Jedziemy już? Bo samolot już po nich jest. -podeszła
Moritz: No siemka zboczuchy! -pożegnał się
Milena: Zboczuchy? Czemu zboczuchy? -zdziwiła się
Marco: Oj Milenko.. To co jedziemy do mnie? Mam ciastka i colę! -uśmiechnął się
Milena: Ok, z chęcią.


Kiedy dojechali do jego domu, Marco kulturalnie wpuścił Milenę przodem. Dziewczyna rozejrzała się wokół, wszystko wyglądało tak spokojnie. Nagle coś się oparło o jej nogę, troszkę się przestraszyła i spojrzała w dół, to był mały, zwinny kocurek. Wzięła go na ręce i przytuliła. Gdy weszła do kuchni usiadła na krześle i położyła kotka na kolanach zaczynając go głaskać.


Marco: O! Znalazłaś Figo! -uśmiechnął się
Milena: Tak.. Słodki jest. -stwierdziła łaskocząc go po brzuszku
Marco: Tak jak ja? -zapytał siadając obok
Milena: Tak jak ty debilu. -zaśmiała się


Kilka minut później Milena dopadła laptop Reusa i zaczęła w nim grzebać, nie patrząc czy chłopak się zgadzał czy nie. Znalazła tam prywatne zdjęcia Marco i Mario. Był też folder "Caro<3" jednak po odtworzeniu go, był pusty chyba Marco nie chciał jej wspominać.
Zajrzała do internetu i szperała coś na jego Facebooku, chłopak strasznie się do niej przymilał i chciał czegoś więcej, chętnie całował jej szyję i chciał jej zrobić malinkę, ona nie stawiała sprzeciwu jednak trochę ją to denerwowało.


Milena: Przestań! -sprzeciwiła się
Marco: Wiem że to lubisz, dlatego nie przestanę! -zażartował
Milena: Denerwujesz mnie Marco! -krzyknęła
Marco: Ty mnie też. Ale nie potrafisz się na mnie długo gniewać. -uśmiechnął się
Milena: No nie potrafię, bo cię uwielbiam, ale jako przyjaciela. -tłumaczyła
Marco: A ja cię uwielbiam jako dziewczynę, czy to źle? -zapytał
Milena: Nie, nie jest źle.. Ale Leo...
Marco: Leo tu nie ma. -odpowiedział zbliżając się do niej
Milena: Ktoś dzwoni do drzwi. -odrzekła leżąc pod nim
Marco: Kurde! -przeklną pod nosem


Słodkie to było jak chciał się zachować, ale też nachalne. Milena naprawdę się czuła doceniona przez niego, bo ona także czuła do niego coś więcej, lecz chciała traktować go na dystans. Ciągle myślała o Leonardo, który mógł w każdej chwili wrócić i zakończyć to co łączy ją i Marco.
Zeszła na dół żeby dowiedzieć się co się stało i kto im przeszkodził.


Milena: Marco? Kto to był? -zapytała wychylając się zza drzwi
Marco: Listonosz z listami od fanów. Pomożesz mi? -zapytał taszcząc wielki wór
Milena: Uuuu.. Sporo tego. -pomogła mu to wnieść do salonu
Marco: No sporo. To co kończymy to co zaczęliśmy? -zapytał łapiąc ją w pasie
Milena: No co ty! Czytamy! -powiedziała wysypując worek listów na podłogę
Marco: To wszystko? Cały dzień i noc to będziemy robić.. -westchnął
Milena: Nigdy nie czytasz listów od fanów? Ja jakbym miała to bym czytała każdy.. -zdziwiła się
Marco: A ty nie masz fanów? -zapytał
Milena: No jakoś tak mało.. Ze dwa listy na tydzień.. -machnęła ręką
Marco: A jaki ci się najbardziej podobał? -zaciekawił się
Milena: Od Mikołaja Rostkowskiego. -uśmiechnęła się
Marco: Hmm.. No bo tak się składa że to ja byłem tym Mikołajem.. -przyznał zawstydzony
Milena: Ty? No to przyznam masz "wyobraźnię".. -stwierdziła
Marco: Tak.. Ten tekst o pięknych oczach jak kałużach podczas deszczu. -wspomniał
Milena: Yhmm.. Ale mogłeś mi powiedzieć prosto w oczy..
Marco: Wstydziłem się i musiałem ci to napisać, to było silniejsze ode mnie. -wyznał
Milena: Kochany jesteś! -pocałowała go w policzek
Marco: Mmmm... Powinienem pisać do ciebie częściej. -zaśmiał się
Milena: Co racja to racja... Mikołaju. -zażartowała
Marco: Morelka! Czytaj! -zwrócił jej uwagę



******



Chłopcy już dotarli do Brazylii do hotelu, na recepcji przywitała ich miła pani i dała im klucze do pokoi. Moritz jak zawsze wybrał pokój z przyjacielem, czyli Leo.


Leo: To co? Lecisz do Justynki? -zapytał
Moritz: No jakżeby inaczej! Tylko muszę się rozpakować.. -stwierdził optymistycznie
Leo: Kiedy skończysz z Lisą?
Moritz: Nie wiem. Boję się... Bo Lisę też kocham. -odpowiedział
Leo: Zdecyduj albo Justyna, albo Lisa. Ja na twoim miejscu byłbym z Justyną.. Jest fajniejsza. -westchnął
Moritz: Mam jeszcze czas. Do ślubu trochę nam zostało. -machnął ręką
Leo: Jak chcesz... Tylko się nie spóźnij. -poradził


Kilka minut później Leo postanowił zadzwonić do Mileny z pytaniem jak się tam czuje.
Po kilku sygnałach odebrał Marco, ponieważ Milena wciągnęła się w czytanie listów, a w Niemczech już robiło się ciemno to była po kilku kawach. 


Marco: Siemka Leo! -krzyknął
Leo: Hej Marco. A gdzie Milena? -zapytał
Marco: Zaczytała się w listy miłosne. -zażartował
Leo: A tak na serio? -nie lubił poczucia humoru Marco
Marco: Czyta listy moich fanów do mnie. -westchnął
Leo: No to jej nie przeszkadzam.. Pozdrów ją ode mnie. -uśmiechnął się pod nosem
Marco: Nie ma sprawy. -odpowiedział
Leo: To cześć. -rozłączył się



******



Nadszedł wczesny ranek.. Marco Reus obudził się leżąc na stole zasypany listami. Mileny już nie było, pewnie poszła do siebie do mieszkania. Na stoliczku obok kubka po kawie leżała karteczka od dziewczyny o treści:


"W sypialni czeka na Ciebie miła niespodzianka! :D Milena"


Aż się bał wejść do tej sypialni, bo wiedział na co stać Milenę Kirchner. Jednak nabrał pewności siebie i wszedł do sypialni gdzie na łóżku leżał duży, puchaty biały miś. W ręce trzymał karteczkę też od dziewczyny.


"To dla Ciebie Miśku. <3 Dziękuję za miły dzień :) Milena"


_____________________________________________________________________


Taki wyjątkowo miły koniec ;D To do poniedziałku. :>

czwartek, 11 lipca 2013

ROZDZIAŁ 18

Zadowolona Milena właśnie wracała ze szpitala, kiedy w drzwiach do budynku zastała Moritza wyglądał na bardzo zdenerwowanego i wściekłego, mało jej nie potrącił w przejściu. Musiała się dowiedzieć co się dzieje, może znów się pokłócili..


Milena: Moritz? Co się stało? -zapytała zatrzymując go w drzwiach
Moritz: Jej rodzice ją znaleźli i chcą ją zabrać z powrotem do Polski. -odpowiedział
Milena: I co nic nie zrobiłeś? -zdziwiła się
Moritz: Ojciec jej zabrał paszport i dokumenty, odda je kiedy dziewczyna wróci z nimi. -westchnął
Milena: Jak ja zaraz z nimi pogadam.. A tak poza tym Marco jest w szpitalu. -przypomniała sobie
Moritz: Że co!? -przestraszył się
Milena: Normalnie. Podciął sobie żyły i wylądował w szpitalu... To chyba logiczne? -odrzekła
Moritz: Przecież jutro jedziemy do Rio na Mistrzostwa Świata.. Muszę do niego jechać... -zastanowił się
Milena: To jedź, a o Justynę się nie martw pogadam z jej rodzicami. -uspokoiła go
Moritz: Trzymam cię za słowo.


Gdy weszła do mieszkania zastała jej rodziców i ją ze spakowanymi bagażami, szykujących się do wyjścia.


Milena: O nie! Nigdzie nie jedziesz! -krzyknęła łapiąc ją za ramię i odsuwając ją od walizek
Justyna: Ale.. Milena! -sprzeciwiła się
Ojciec: Ona jedzie z nami! -odpowiedział stanowczo
Milena: Jak ja powiedziałam że nie jedzie to nie! -zarządziła
Ojciec: Mam jej paszport i dokumenty. -westchnął
Milena: Dokumenty może sobie tutaj załatwić, a paszport jej nie potrzebny! W Unii można jeździć bez. -broniła się przepisami
Ojciec: Ale tylko ja mogę decydować co ona będzie robić! -krzyknął
Milena: Staruszku.. Wyluzuj! Nic jej się tu nie stanie.. Ma tutaj przyjaciół, którzy ją kochają i lubią, nie to co było w Warszawie że nie mogła do nikogo podejść! Ona ma swoje prawa i jest dorosła. -zaśmiała się
Matka: I co z tego skoro nie ma dokumentów. -stwierdziła
Milena: Za kradzież dokumentów można sporo dostać w więzieniu. -odpowiedziała
Justyna: Ale Milka to są moi rodzice.. -tłumaczyła
Milena: Zamknij się! Ja tu dyskutuję! -krzyknęła na dziewczynę
Matka: A skąd wiesz że można za to trafić do więzienia? -zaciekawiła się
Milena: To proste.. Studiowałam prawo.. -skłamała
Ojciec: No nie wiem.. -zastanawiał się
Milena: Poza tym jutro Justyna jedzie z reprezentacją na Mistrzostwa Świata, więc długo nie posiedzi w domu pod kloszem. -tłumaczyła
Ojciec: No dobrze, niech zostanie ale... Pod jednym warunkiem! -wymyślił
Justyna: Jakim? -zapytała
Ojciec: Że jeśli nie wyjdziecie z grupy to wracasz do Polski! -odpowiedział
Justyna: Okej. Stoi! -podała mu rękę



******



Moritz chciał żeby Marco wyzdrowiał jak najszybciej i wrócił z nimi do treningów, jednak wyjazd na Mistrzostwa Świata w Brazylii był niemożliwy, jednak jeszcze bardziej zależało mu aby Justyna została w Dortmundzie. Pojechał do szpitala żeby spotkać się z Reusem, po drodze jeszcze zadzwonił do Mario Goetze żeby jego najlepszy przyjaciel wiedział co się z nim dzieje. Mario postanowił że pojedzie jutro, bo teraz już jest późny wieczór i nie opłaca się po nocy tłuc 7 godzin drogi.
Kiedy wszedł na salę leżał tam Marco i czytał czasopismo o piłce nożnej. 


Moritz: Siemasz! Co ci znowu strzeliło do łba? -zapytał niemile
Marco: Siemka.. A tak jakoś. -westchnął
Moritz: No to można powiedzieć że Milena ma dzisiaj same kłopoty.. -przyznał
Marco: A to czemu? -zdziwił się
Moritz: Najpierw mało ty się nie zabiłeś, a teraz rodzice Justyny wrócili i chcą ją zabrać. -odpowiedział
Marco: Biedna... Nic się nie udaje.
Moritz: A ty tak z miłości do niej to sobie zrobiłeś? -zapytał przyglądając się opatrunkowi
Marco: Tak, bo ją kocham. Tylko ją.. I nie chcę żeby była z Leonardo. -wyznał
Moritz: Jako przyjaciel powinienem cię pocieszyć, a jako przyjaciel Leo powinienem cię skarcić..
Marco: To mnie skarć. Mi już wszystko jedno. -westchnął
Moritz: Ahh.. Marco. Weź się w garść i walcz o nią! -podpowiedział
Marco: Tylko jak..? -zastanawiał się
Moritz: Jest milion sposobów. Kiedy wychodzisz? -zapytał
Marco: Jutro przed południem, Milena mi obiecała że po mnie przyjdzie. -odrzekł
Moritz: No i widzisz! Spędzisz z nią trochę czasu to od razu coś zaiskrzy! -uśmiechnął się
Marco: Masz rację.. Nie poddam się.



******



 Rano dziewczyny się szykowały do wyjścia, Justyna na samolot do Rio de Janeiro, a Milena do szpitala żeby odebrać Marco. Milena bardzo się cieszyła że spędzi trochę czasu z Reusem, ponieważ chciała być przy nim i mu pomagać, bo byli przyjaciółmi. Justyna też się cieszyła że w końcu pozbyła się rodziców i jedzie na Mistrzostwa, jej celem było wyjście z grupy.


Justyna: Po co się tak szykujesz? Przecież jesteście tylko przyjaciółmi. -westchnęła
Milena: Kobieta zawsze musi wyglądać, poza tym chcę pożegnać się z Leo, bo leci z chłopakami do Brazylii. A ty nie żegnasz się z Leitnerem? -zapytała
Justyna: Po co mam się z nim żegnać jeżeli będziemy mieszkać w tym samym hotelu tylko ja na górze, a oni na dole?  -zdziwiła się
Milena: Aha, to chyba że tak. Szkoda że mu się nie zakwalifikowałyśmy.. -wspomniała
Justyna: Co prawda to prawda, ale przyznaj że kobieca piłka nożna w Niemczech nie jest najlepsza. -wyznała
Milena: Masz rację. -przyznała
Justyna: A skąd wiesz że za kradzież dokumentów się idzie do więzienia? -zapytała
Milena: Bo moja mama, kiedyś była adwokatką. -westchnęła
Justyna: Nic nie wiem o twoich rodzicach, musisz mi coś o nich kiedyś wspomnieć. -przyznała
Milena: Tata mieszka w Paryżu, a mamy nie pamiętam... -stwierdziła
Justyna: Nie żyje? -zapytała
Milena: Nie wiem. Nie byłam na pogrzebie i nie mam żadnych o niej wieści, ale nie mam ochoty o nich gadać, wolałabym o nich zapomnieć. -zakończyła temat


Milena ubrała się bardzo kobieco, Justyna na luzie, ponieważ nie lubiła lotów samolotem gdyż bała się wysokości i wolała przespać lot.
Kiedy już Milena dotarła do szpitala u Marco był jego przyjaciel Mario. Mario bardzo się podobała Milena, ale jednak postanowił sobie odpuścić dla Reusa, który się w niej zakochał. Stanęła za szybą, ponieważ nie chciała im przeszkadzać jednak Marco i Mario od razu ją zauważyli i machnęli ręką żeby do nich dołączyła.


Milena: Cześć. -powiedziała nieśmiało
Marco: Hej Milenka, to co zabierasz mnie stąd? -zapytał
Milena: No jasne.. Ubieraj się. -uśmiechnęła się
Marco: No to muszę państwa przeprosić, ale pójdę do łazienki. -zaśmiał się
Mario: Tylko szybciej.. Dziewczyna nie będzie na ciebie czekała. -krzyknął za wychodzącym Marco
Marco: Śpieszę się! -zamknął za sobą drzwi
Mario: Pięknie dziś wyglądasz. -skomplementował
Milena: Dziękuję Mario. -odpowiedziała
Mario: Dobrze że Marco wyszedł, bo muszę ci coś powiedzieć. -zaczął
Milena: O co chodzi? -zapytała
Mario: Weź przestań go odrzucać! Co ty sobie myślisz? On już psychicznie nie ma siły! Jeśli go skrzywdzisz i on sobie coś znów zrobi przez ciebie to.. Lepiej się tu nie pokazuj. -wyjaśnił
Milena: Oj.. no nie wiem. Nie chcę go skrzywdzić, ale widzisz jaki on jest! Strzeli ci focha i robi głupoty!
Mario: Wiem, ale zdecyduj.. Albo on, albo Leo. -postanowił
Marco: No już jestem.. -powiedział wchodząc na salę
Milena: Super. -westchnęła
Marco: Co takie smutne miny! Cieszymy się! Jedziemy na lotnisko pożegnać przyjaciół żeby wrócili z złotem i Mistrzostwem! -uśmiechnął się
Mario: Masz rację! Co będziemy się smucić, no nie Milena? -pacnął ją łokciem
Milena: Tak.. Ale Marco.. -zatrzymała go
Marco: Co jest? -zdziwił się
Milena: Zasuń rozporek... -szepnęła mu do ucha
Marco: Upss.. A poza tym gdzie ty się patrzysz!? -obużył się
Milena: No co?! Miałam dobrego nauczyciela! -zaśmiała się
Marco: Oh ty! -objął ją ramieniem


_____________________________________________________________________


Można powiedzieć że związek Mileny i Marco będzie się długo rozwijał, chociaż będą momenty wiadomo jakie, bo ten Marco jest niecierpliwy ^^
Kolejny dodam jak będziecie chcieli to w sobotę lub niedzielę :D Dostałam się do Liceum Ogólnokształcącego i jak na razie jestem zadowolona :)  Komentujcie :x

poniedziałek, 8 lipca 2013

ROZDZIAŁ 17

Zdenerwowana Justyna obecnością swoich rodziców w jej mieszkaniu i przyjaciółki, postanawia się dowiedzieć czego oni tu chcą. Nie była chętna powrotu do Warszawy. Wręcz unikała tego, a w szczególności swoich rodziców, którzy wiadomo po co tu przyjechali. Żeby ją ochrzanić i zabrać do domu żeby trenowała pod ich okiem.


Justyna: Co wy tu robicie? -zapytała
Matka: No jak to co?! -powiedziała zła
Ojciec: Zabierasz swoje manatki i wracasz z nami do Warszawy! -krzyknął
Justyna: Nie drzyj się! Jestem dorosła i mogę robić co chcę! -odpowiedziała
Ojciec: Gówniara! Jeszcze się mi tu stawia! -chciał ją walnąć
Justyna: Macie stąd wyjść, bo inaczej zadzwonię po policję! -zażądała
Matka: Idź do pokoju i się pakuj! -odpowiedziała
Justyna: Jeszcze tego pożałujecie! -powiedziała kierując się do pokoju
Ojciec: Sama pożałujesz jak nie wrócisz z nami!


Dziewczyna wpadła na pomysł... Szybko wyjęła telefon i napisała sms'a do Moritza o treści:



"Potrzebuję Twojej pomocy. Przyjedź proszę.. Justyna." 



Chwilę później dostała od niego wiadomość zwrotną z treścią potwierdzającą ze za chwilę będzie u niej. Minęło kilka, może kilkanaście minut i był już pod blokiem. Rodzice nieugięcie czekali na nią w sąsiednim pokoju. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Matka Justyny otworzyła drzwi.


Matka: Kim pan jest? -zdziwiła się kobieta
Moritz: Ja do Justynki. -odpowiedział wchodząc do mieszkania
Matka: Przepraszam pana bardzo, ale nie zgadzam się żeby moja córka spotykała się z takim menelem!
Ojciec: Kim pan jest? -zapytał ponownie
Moritz: Jestem chłopakiem Justyny i nie pozwolę jej skrzywdzić! -krzyknął
Ojciec: Odczep się od mojej córki! Wynoś się stąd! -złapał go za koszulę
Justyna: Zostaw go!! -krzyknęła
Matka: Po co ci on! W Warszawie sobie jakiegoś lepszego znajdziesz! Zostaw go! -odpowiedziała
Justyna: Nie! On jest wyjątkowy i go kocham! -powiedziała przytulając się do chłopaka
Ojciec: Żartujesz sobie? To ścierwo!? -rzekł wściekły
Justyna: Sam jesteś ścierwo! Wynoście się stąd! -powiedziała wypychając ich przez drzwi.



******



Tymczasem zmęczona Milena już usypiała z zmęczenia na poczekalni w szpitalu. U Marco zjawili się jego rodzice, dziewczyna mogła z nimi wejść, ponieważ jego rodzice nie mieli przed nią tajemnic była dla nich jak córka. Jednak ona wolała tam nie wchodzić z nimi, bo co jak powiedziałby przez kogo się okaleczył...
Gdy wyszli Milena momentalnie wstała z krzesełka, bała się że chłopak coś im wygadał.


Mama Marco: No cóż.. Biedny Marco.. -westchnęła
Milena: Co mu? Wyjdzie z tego? -dopytywała
Tata: Marco: Tak, spokojnie. Ale potrzebuje dużo miłości i przyjaźni. Kogoś bliskiego.. -tłumaczył
Milena: Aha. A mówił przez kogo to? -zapytała
Mama Marco: Mówił tak ogólnie. Ale wydaje mi się że to jakaś zraniona miłość. -domyślała się
Tata Marco: Jak chcesz to wejdź do niego. Powiedział że chciałby z tobą pogadać. -wyjaśnił
Milena: No to może wejdę na kilka minut. -wytarła oczy z łez i weszła do środka


W środku było czuć jego nieziemskimi perfumami, uwielbiała ten zapach, zawsze ten zapach ją powalał. Stanęła przed jego łóżkiem i bała się na niego spojrzeć. Chłopak siedział oparty o ścianę na łóżku i patrzył na nią swoimi zmęczonymi, podkrążonymi oczami. Dziewczyna rozglądała się po sali, on natomiast postanowił się do niej odezwać.


Marco: Może usiądziesz? -zaproponował wskazując krzesełko obok
Milena: Chętnie. Dziękuję. -odpowiedziała siadając obok
Marco: Dziękuję że przyszłaś. -westchnął
Milena: Jedno mnie martwi.. Dlaczego to zrobiłeś? -zapytała
Marco: Bo mam dość życia... Ciągle nie mogę zrobić tego czego kocham i czego pragnę.. -tłumaczył
Milena: A co kochasz i czego pragniesz? -zdziwiła się
Marco: Kocham i pragnę tego samego. -położył swoją rękę na jej dłoni
Milena: Czyli? -zapytała
Marco: Wiem że to głupie. Ale ciebie. Jesteś jedyną osobą która mi daje szczęście i je zabiera. Kocham cię Milena, ale boję się że to głupie i nie chcesz nawet tego słyszeć ode mnie. -wyznał
Milena: To nie jest głupie Marco, miłość to cudowne uczucie. -splotła swoją dłoń z jego
Marco: Masz rację, ale na nas już za późno. Wszystko spieprzyłem. -westchnął
Milena: Może, ale przecież możemy zostać prawdziwymi przyjaciółmi. Tak jak kiedyś.. Pamiętasz naszą trójkę? -uśmiechnęła się
Marco: Taa.. Ja, ty i Friedrich. Przyjaciele na zawsze. Mam jeszcze album ze zdjęciami. -zaśmiał się
Milena: Na serio? Wow. Trochę czasu minęło..
Marco: No już.. Znamy się już od urodzenia. Mam cię na zdjęciu w negliżu! Hahaha.. Moja mama miała wtedy obsesję na punkcie małych dzieci! -pochwalił się
Milena: Osz ty! Pedofil! Ile wtedy miałam miesięcy?
Marco: Może trzy, ale słodka byłaś tak jak teraz! Pamiętasz jak nazywaliśmy cię Morelka? Byłaś najmłodsza, a zachowywałaś się jakbyś pozjadała wszystkie rozumy! -uśmiechnął się
Milena: A co się stało z Friedrichem? -zdziwiła się
Marco: Mieszka teraz razem z rodziną w Anglii. Dorobił się, chociaż zapowiadało się na beztalencie..
Milena: To że nie umiał grać z nami w piłkę to nie znaczy że był beztalenciem! -sprzeciwiła się
Marco: A tak! Przepraszam! Bujałaś się w nim.. -przypomniał sobie
Milena: Nie! To było dawno! A ty się bujałeś w Kathy! -wygarnęła mu
Marco: Kathy to była moja wychowawczyni w przedszkolu.. -wyznał
Milena: Ale leciałeś na nią! Widziałam jak biegałeś do niej z tymi kredkami i flamastrami! -zaśmiała się
Marco: A mam przypomnieć jak pomazałaś mi rysunek w przedszkolu, kiedy ona mnie pochwaliła? Zazdrosna byłaś że dostałem za nią 5, a ty marne 5-
Milena: Nie podobał mi się twój domek! Mój kwiatek był ładniejszy! -fochnęła się jak małe dziecko
Marco: Ojej.. Już nie obrażaj się... Ale mogłabyś mi dać buzi, bo już noc się zbliża, a ja tu będę sam! A wiadomo.. Ludzie po samobójstwach wpadają w depresję! -zaczął się wymądrzać
Milena: O jaki hardy się znalazł! No dobra masz buzi na dobranoc. -pocałowała go w policzek
Marco: Ej no!! Co tak krótko!? Dawaj jeszcze na drugi policzek! -zażądał
Milena: Jak wyjdziesz ze szpitala, to ci dam na dwa policzki! -uśmiechnęła się

________________________________________________________________

Marco wraca do żywych :d Taki tam dodatkowy :D Ze specjalną dedykacją dla Natalii ♥ Wiesz że mnie denerwujesz, ale i tak cię kocham? ;D 
Kolejny jakoś w tygodniu, jak mnie zamęczą to pewnie niedługo :>  

niedziela, 7 lipca 2013

ROZDZIAŁ 16

Kiedy Justyna i Marco dotarli do hotelu, dziewczyna oznajmiła mu że idzie na noc do Moritza. Chłopak się zgodził, bo sam chciał iść do Mileny ją przeprosić i błagać o to żeby się nie obrażała. Gdy dziewczyna poszła do Moritza, nie było go w pokoju hotelowym, więc postanowiła zrezygnować. Nagle zobaczyła go wracającego z bankietu.


Moritz: O hej kochanie. -uśmiechnął się
Justyna: Cześć. Nudzę się sama w pokoju, więc potrzebuję towarzystwa. -westchnęła
Moritz: Chodź do mnie.. -zaprosił ją do środka
Justyna: Fajnie tu masz. -rozejrzała się po pokoju
Moritz: No raczej. Ale musimy teraz poważnie pogadać. -stwierdził siadając obok niej
Justyna: Okej. Też bym chciała z tobą pogadać.
Moritz: No bo ja cię kocham i nie mogę patrzeć jak ty cierpisz z boku i chcę być z tobą i tylko tobą. -oznajmił
Justyna: Ale nie możesz! Lisa cię kocha i będziecie razem szczęśliwi beze mnie. Chciałam ci powiedzieć że z nami to już koniec. Ja nie potrafię być tą drugą. -odpowiedziała
Moritz: O czym ty mówisz?! Przecież się kochamy! Nie pozwolę ci odejść. -krzyknął
Justyna: Nie pozwolisz? Naprawdę? -ugięła się
Moritz: Naprawdę! Jesteś tą jedyną.. -zaczął ją całować
Justyna: Oh Mo. Jesteś taki wspaniały. -uśmiechnęła się


Dziewczyna rozpłynęła się w czułym pocałunku Leitnera, nawet się nie spostrzegli a została na nich wyłącznie bielizna. Nie ustawali na miłych pocałunkach i uściskach, czuli się nareszcie razem.



******



Tymczasem Marco postanowił iść do Mileny i się z nią pogodzić. Szedł pewnym krokiem i nic mu by nie przeszkodziło gdyby nie usłyszał głośnego oddechu Leo i śmiechu Mileny. To wszystko wskazywało na jedno, nawet dziecko by się domyśliło co się tam dzieje..
Reus wpadł w szał, był wściekły że jego ukochana dziewczyna całuje się z jego kumplem z klubu. Tego było za wiele.. Wpadł do swojego pokoju, spakował rzeczy i pośpiesznie udał się do samochodu. Włożył kluczyki do stacyjki, na moment ochłoną i pojechał przed siebie. Nie chciał nikomu patrzyć w oczy, a w szczególności Milenie Kirchner.
Wrócił do domu.



******



Nadszedł ranek, Leo, Milena, Justyna i Moritz spotkali się na śniadaniu. Byli zdziwieni brakiem Marco, którego nikt nie widział. Justyna zauważyła że nie ma jego ubrań i reszty rzeczy w pokoju.


Justyna: Milena? Nie widziałaś gdzieś Marco? -zapytała
Milena: Nie. Całą noc spędziłam w ramionach tego przystojniaka. -pocałowała Bittencourta w policzek
Moritz: Znajdzie się.. Może zabawił się z jakąś wczoraj i zgubił drogę do pokoju. -zażartował
Justyna: Mo! To nie jest zabawne! Zginęły jego rzeczy i jego też nie ma. -stwierdziła
Leo: To pewnie pojechał do domu. -odpowiedział
Justyna: Miał wczoraj iść i cię przeprosić. -zwróciła się do Mileny
Milena: Ale go nie było.
Leo: Kochanie.. A może.. się domyślił... -jęknął pod nosem
Milena: Upsss. Bo my wczoraj.. Dość głośno. -tłumaczyła
Justyna: Czyli wszystko wiadomo. Tylko co jak sobie coś zrobił.. -martwiła się
Moritz: Co on tam sobie może zrobić? Zrzucić się z parteru.. -zdziwił się
Justyna: No dobra, chyba za bardzo to wyolbrzymiam. -westchnęła


Jednak coś w podświadomości Mileny mówiło że coś jest nie tak. Chciała iść do niego i poważnie porozmawiać z Marco. Czuła że coś jest nie tak. Jeszcze nigdy tak się nie martwiła o nikogo. Żal jej było że on się tak stara, a ona to olewa. Zrozumiała to.


Milena: Muszę dziś pogadać z Reusem. Zanim będzie za późno. -stwierdziła
Justyna: Nie sądzisz że już jest za późno? -zapytała
Milena: W końcu to zrozumiałam, więc będzie musiał mi wybaczyć. -wyjaśniła
Leo: Co zrozumiałaś? -nie rozumiał
Milena: Zrozumiałam że na przyjaźń nigdy nie jest za późno. -odpowiedziała
Leo: Okej. Pogadaj z nim. -przyznał jej rację


Kiedy Moritz odwiózł Justynę do mieszkania, dziewczyna serdecznie mu podziękowała i postanowiła że wróci do domu sama. Nie wiedziała jednak co ją w tym mieszkaniu czeka.. Zauważyła że drzwi były już otwarte. W środku zastała swoich rodziców, tych samych nie zmieniających się rodziców. Bezdusznych i okropnych, którzy myśleli tylko o sobie.



******



Milena nie chciała żeby Leo ją podwoził pod sam dom Marco Reus'a. Dlatego że pragnęła pójść sama i chwilę ochłonąć. Nagle gdy szła chodnikiem minęła ją karetka pogotowia, zaraz potem wóz policyjny. Pomyślała coś się musiało gdzieś stać. Przyśpieszyła kroku i okazało się że jednostki zatrzymały się pod domem młodego piłkarza. Marco! Pod jego domem stał tłum gapiów, a wśród nich znana jej sąsiadka Marco jeszcze z dzieciństwa, ponieważ Milena i Marco mieszkali w tym samym blok i chodzili do jednej szkoły.


Milena: Pani Olton. Co się tam stało? -zapytała
Olton: Biedny Marco. Popełnił samobójstwo, przez jakąś dziewczynę. -odpowiedziała
Milena: Bożee.. -zakryła usta
Olton: Dobrze że ty taka nie jesteś Milenko. A byliście takimi wspaniałymi dziećmi. -westchnęła
Milena: A on żyje? -zapytała
Olton: Chyba. Ale ma małe szanse.
Milena: Idę tam. -poszła do środka


Przykry widok. Marco prawie nieprzytomny leżał na podłodze, a dookoła niego pracownicy medyczni. Podciął sobie żyły i to bardzo mocno, krew się lała. Jego wzrok utkwił na niej. Milena nie mogła powstrzymać łez, obwiniała się za to. Wkrótce zabrali go do szpitala, żeby mógł dalej walczyć o życie. Czyżby się spóźniła ze swoją przyjaźnią?


_____________________________________________________________


Dodaję jeden dzień wcześniej, bo wena mi nie dawała spokoju c: A poza tym mam dziś dobry humor xD

czwartek, 4 lipca 2013

ROZDZIAŁ 15

Minął tydzień.. To właśnie dziś miał się odbyć bankiet, na który zaproszono Borussię Dortmund. Milena już od samego rana okupowała łazienkę i nikogo do niej nie wpuszczała. Justynę to trochę denerwowało, ale wiedziała że dziewczyna robi to żeby zrobić wrażenie na Marco. Postanowiła zapukać do drzwi.


Justyna: Milena? Długo jeszcze? -zapytała
Milena: Jeszcze chwilkę.. -odpowiedziała
Justyna: Mówiłaś to pół godziny temu! Wyłaź! -powiedziała zła
Milena: To nie moja wina że tak koczujesz pod tą łazienką... -stwierdziła
Justyna: Zaraz Marco przyjdzie!
Milena: Zaraz? O Boże.. -wybiegła z łazienki
Justyna: Czemu na to wcześniej nie wpadłam.. -szepnęła do siebie


Kilkadziesiąt minut później po Milenę przyszedł Leo. Ubrany był w odświętny garnitur i przyniósł dla dziewczyny czekoladki. Chwilę musiał poczekać na Milenkę, więc w tym czasie pogadał sobie z Justyną.


Leo: Denerwuję się trochę.. -stwierdził
Justyna: Nie masz czego. Milena to fajna dziewczyna, a poza tym pasujecie do siebie. -uśmiechnęła się
Leo: Naprawdę? Bo wiesz nie chcę dać plamy, gdyż ona mi się podoba. -tłumaczył
Justyna: A zamierzasz coś z nią dzisiaj ten.. no..
Leo: Nie wiem. Jak będzie chciała, ale nie wiem czy zgodzi się na dzielenie ze mną pokoju. -westchnął
Justyna: Na pewno się zgodzi. Tylko na Marco uważaj, bo strasznie się do niej podwala. -zaśmiała się
Leo: Masz rację! Będę nieugięty!


W końcu przyszła, wyglądała naprawdę pięknie. Sam Leo się oczarował jej kobiecym wdziękiem. Bardzo mu się podobała, nawet więcej niż zawsze. Miała wspaniałą sukienkę, a do tego czarne szpilki. Uśmiechnęła się nieśmiało do niego, zatrzepotała rzęsami i podeszła bliżej.


Milena: To dla mnie? -zapytała
Leo: Yyy... Tak. No chyba nie dla mnie przecież.. -wręczył jej czekoladki
Milena: Dzięki. -pocałowała go w policzek
Leo: No to może idziemy? -zapytał
Milena: Yhmm.. Jasne. -odpowiedziała
Leo: Naprawdę ślicznie wyglądasz.. Ta sukienka jest genialna. -komplementował
Milena: Dziękuję, w końcu pomagałeś mi wybrać. -westchnęła
Leo: Przykro mi że pokłóciłaś się z Reusem. -stwierdził
Milena: Nie ma co opłakiwać. Nie będzie mnie wyzywał od dziwek!
Leo: Ja bym cię nigdy tak nie nazwał. -stwierdził
Milena: Ojej! Słodki jesteś. -uśmiechnęła się
Leo: Dzięki.


Tymczasem Marco przyjechał po Justynę, trochę spóźniony ale zawsze. Ubrana w sukienkę i buty balerinki.. Justyna wyszła z mieszkania i zamknęła je.


Justyna: Miałeś być wcześniej! -powiedziała wsiadając do jego samochodu
Marco: Wybacz.. Nie mogłem. -odpowiedział
Justyna: Okej, już nie wnikam. Leo już dawno zabrał Milenę. -stwierdziła
Marco: Muszę się dzisiaj z nią pogodzić.
Justyna: Ona też chce się z tobą pogodzić, tylko że Bittencourt jej zawrócił w głowie. -wspomniała
Marco: Oby nie było za późno. -westchnął


Kiedy dotarli na bankiet byli już wszyscy. Paparazzi zrobili im po kilka zdjęć i wrócili do zabawy. Wszyscy bawili się do upadłego. Był alkohol, ale nic poza tym. Justyna postanowiła wtopić się w tłum i zagadać do Moritza, który siedział sam, ponieważ nie wziął ze sobą Lisy gdyż była przeziębiona.


Justyna: Hej Mo! -usiadła obok
Moritz: Cześć Justysia. -uśmiechnął się
Justyna: Gdzie zgubiłeś swoją drugą połówkę? -zapytała
Moritz: Właśnie siedzi obok. -zaśmiał się
Justyna: Nie wygłupiaj się.. Pytam o Lisę. -odpowiedziała
Moritz: Została w domu, bo jest przeziębiona. -westchnął
Justyna: Szkoda że jej nie ma.
Moritz: Ale cieszę się że ty jesteś... -zrobił swoją łobuzerską minkę
Justyna: Ale przecież jestem z Marco. -przypomniała mu
Moritz: Marco się nie obrazi on ma Milenę, a ja będę na ciebie czekał w swoim pokoju. -zaproponował
Justyna: Mmm.. Ale co jak się Lisa o nas dowie? -zapytała
Moritz: Nie dowie się.


Tymczasem Marco próbował nieudanie zwrócić swoją uwagę na Milenę, która była zajęta Leo. Jednak w końcu udało mu się ją złapać kiedy wychodziła z toalety.


Marco: Milenaa.. -szepnął głośno
Milena: Marco? Gdzie jesteś? -zdziwiła się
Marco: Tutaj! -stanął za nią
Milena: Weź się ogarnij! Mam cię dość! -krzyknęła
Marco: Jesteś dla mnie naprawdę ważna, a kiedy cię widzę z Leo to mnie szlak trafia! -złapał ją za nadgarstek
Milena: Trzeba było o tym wcześniej myśleć! Teraz ja nie będę za tobą płakać, tylko dlatego że nagle się we mnie zakochałeś! Nie będę dziwką, jak ty mnie nazywasz! -krzyknęła
Marco: Kocham cię i nie chcę żebyś była z tym karyplem! Każdy facet chciałby z tobą być, nawet ja! A ty sobie jego upatrzyłaś! Bądź ze mną! Będziemy szczęśliwi -odpowiedział
Milena: Nie! Nie kocham cię! Puść mnie! -pisnęła
Leo: Co tu się dzieje!? -zapytał wchodząc do pomieszczenia
Milena: Marco nie chce mnie puścić i żąda żebym z nim była. Zrób coś!
Leo: Marco! Puść ją! -zażądał
Marco: O nagle jaki agresywny się zrobił!
Leo: Milena! Chodź jedziemy do hotelu. -wziął ją pod rękę


Marco poniósł życiową klęskę, dziewczyna którą kochał odwróciła się od niego. Miał ochotę się zabić, skoczyć z jakiegoś mostu, rzucić się pod pociąg, jest jeszcze więcej opcji, ale już go nie dołujmy.. Stracił swój jedyny sens życia, stracił ją. Czuł że ona ma kogoś innego, Leo który jest na każde jej wezwanie i czuwa przy niej. A ona? Ona straciła do niego pełne zaufanie, już jego się nie da odbudować, to musiałby być cud, żeby podeszła do niego i zapytała go o cokolwiek... Czuli się odrębnie. A może warto ratować tę przyjaźń? Miłość.. Na nią już za późno, na przyjaźń nigdy.
Kiedy wrócił do bawiących się znajomych zobaczył Justynę i Moritza, rozmawiających razem. Może ten związek wypali... Chociaż nie. To jest romans bez przyszłości ewentualnie on zerwie z Lisą co jest niemożliwe. Justyna to tylko przyjaciółka, nic więcej ona kocha Mo. A on? Będzie sam jak palec.


Justyna: Marco? Wszystko w porządku? -zapytała
Marco: Powiedziała że mnie nie kocha i jest za późno.. -odpowiedział
Justyna: Biedaku.. Nie martw się. Jeszcze zawrócisz jej w głowie. -pocieszała
Marco: Nie sądzę. Ona woli Leo. Z nim jest szczęśliwa.
Justyna: Głupoty opowiadasz! Jedziemy do hotelu! Tam odpoczniesz. -zarządziła
Marco: I dupa. Ja chcę do mojej Mileny. -powiedział smutny



******



Tymczasem w hotelu Milena i Leo dotarli do swojego wspólnego pokoju. Pojawił się jeden niewielki problem, jedno łóżko ich dwoje.


Leo: Jak chcesz to mogę spać... yy.. Na kiblu w łazience. -zażartował rozglądając się po pokoju
Milena: Nie wygłupiaj się! Będziesz spał ze mną. -odpowiedziała
Leo: Jesteś tego pewna? -zapytał zdziwiony
Milena: No w końcu jesteśmy parą. -uśmiechnęła się
Leo: Więc?
Milena: Więc mam ochotę na odprężenie się. -położyła się na łóżku
Leo: Jak wielką ochotę? -zapytał stojąc nad nią
Milena: Rany! No ogromną! Do cholery jasnej nie widzisz że tego chcę? -zapytała wściekła
Leo: No to skoro tak ładnie prosisz.. To ja wezmę prysznic. -skierował się do łazienki
Milena: Tylko szybko!


Trochę to denerwujące, kiedy ona ma ochotę a on idzie sobie wziąć prysznic. A może nie chciał tak od razu? Nie to nie w jego stylu. Jednak kiedy już wrócił z pod prysznica, wycierając głowę ręcznikiem już nie mógł się wywinąć. Dziewczyna czekała na niego i zabrała mu ręcznik którym wycierał mokre włosy i rzuciła za siebie. Zaczęła go powoli całować w usta, a on chętnie to odwzajemniał. Chwilę potem rozpiął jej sukienkę i ku jego oczom zobaczył jej ciało. Dla niego było nienaganne, ona by dodała kilka poprawek. Milena zsunęła mu ręcznik z bioder, a on dobierał się do jej biustonosza. Kiedy wylądowali razem w łóżku świat zrobił się nagle taki wspaniały i wyjątkowy. Ona należała do niego, on do niej. Chociaż dziewczyna ciągle myślała o skrzywdzonym Marco Reus'ie, którego tak ostro potraktowała... Zaczęły ją dręczyć wyrzuty sumienia, ale nie chciała przeszkadzać Leo, któremu seks z nią bardzo się podobał.



___________________________________________________________


Mogę Wam zdradzić że losy  Marco i Mileny jeszcze się kilka razy splotą i rozplotą. Ale dowiecie się wkrótce. =)
Trochę rano... Bo później nie będę miała czasu. Jadę do fryzjera, potem muszę zobaczyć czy dostałam się do Liceum/Technikum, a wieczorem przyjeżdża ciocia i rodzinka z Monachium. Więc oddaję Wam rozdział, a kolejny w poniedziałek. ;)